TURKUSOWE PLAŻE SARDYNII i Starożytne MIASTO ALGHERO

Zacznijmy od początku 🙂
Alghero to nie tylko piękne plaże i włoski luz — to wyspa pamięci. Miejsce, gdzie każda warstwa ziemi i kamienia przypomina, że wielu chciało tu zostać… i wielu zostawiło po sobie ślad.
To nadmorskie miasto w północno-zachodniej części wyspy Sardynia, z pięknymi piaszczystymi plażami, znane ze średniowiecznych fortyfikacji i bardzo starych pozostałości archeologicznych.

Alghero Transport
Naprawdę w świetniej cenie możesz tu dolecieć z Polski dzięki liniom lotniczym Ryanair, loty do Alghero złapiesz z Warszawy i Katowic. (Sprawdź na końcu artykułu ile wydałam na samoloty – nie uwierzysz )
Jadąc z lotniska, możesz złapać miejski autobus ALFA, który kosztuje u kierowcy tylko 1,5 euro, ale UWAGA – miej drobne.
Bilet na ten autobus możesz też kupić taniej w aplikacji Drop Ticket za 1 euro i aktywować w aplikacji, kiedy wejdziesz do autobusu.
Jeśli jedziesz na samolot – uważaj. Włoscy kierowcy to włoski transport: czasem spóźniony, czasem kierowca może się nie zatrzymać, bo w jego mniemaniu ma już wystarczającą liczbę osób. Wiem, bo byłam tą ostatnią osobą, dla której kierowca się zatrzymał, a resztę ludzi próbujących go złapać na przystanku po prostu olał. Pomachał do nich ręką, jak gdyby odganiał muchy i z wielką pewnością, że inaczej być nie może, po prostu jechał dalej.
Autobusy sprawdzisz, robiąc zdjęcie kodu QR na każdym przystanku – jeżdżą co godzinę. Możesz też sprawdzić aktualny rozkład w Mapach Google, klikając „wyznacz trasę” i wybierając opcję „komunikacja miejska”. Ta opcja mega przydaje się w Europie.
Ja poszłam sobie z lotniska na piechotę, co niestety nie okazało się zbyt wdzięczne.
Nie chciałam czekać w tłumie ludzi (autobus jeździ co godzinę, taksówka UBER to koszt 50-70 euro za 10min jazdy, więc machnęłam ręką) i wyruszyłam w nieznane, jak to ja.
Tymczasem tamtejsze drogi nie mają pobocza, a samochody jeżdżą szybko, a do tego to włoskie słońce. 🌞
Haha, drugi raz pewnie bym się nie zdecydowała, szczególnie że poszłam dłuższą trasą, bo była ładniejsza.
I faktycznie przez chwilę ukazywały mi się piękne domy w stylu toskańskim, wielkie penthouse’y, biały koń z klaczą, które totalnie mnie zachwyciły, ale potem, gdy próbowałam znaleźć jakąś alternatywną drogę przy liniach wysokiego napięcia, to musiałam przedzierać się przez krzaki. 😅 Witaj, przygodo 😄
Natura Sardynii
Natura w Sardynii jest przebogata.
W kwietniu kwitną egzotyczne kwiaty, ogromne platany (drzewa) zrzucają przechodniom swoje wielkie nasiona, a ja w swoim nieustającym szczęściu znalazłam sobie hotel przy ogromnej, kwiecistej, żółtej łące.
Przy mojej plaży (wcześniej sprawdziłam, która jest najpiękniejsza) rosły ogromne drzewa, dając wszystkim przybyłym upragniony cień i spokój.
To tam jadłam sobie śniadanie i podziwiałam ludzi ćwiczących rano jogę, biegaczy (bo tu to chyba sport narodowy – bardzo dużo ludzi biega na ulicach) oraz przejeżdżających rowerzystów.
Pierwszy raz pomyślałam, że może fajnie byłoby pozwiedzać wyspę na elektrycznym rowerze, i nawet na Bookingu możecie wykupić taką wycieczkę za niewielkie pieniądze. Jednak ja, z uwagi na krótki pobyt w ostatniej chwili, nie znalazłam wolnego terminu. Więc po prostu odpuściłam. Wolałam się pobyczyć na plaży i połazić po mojej okolicy. Ale kto wie, czy kolejny raz zamiast samochodu nie wypożyczę sobie roweru…
Plaże Alghero
Jak ja sobie w duchu dziękowałam za wcześniejsze sprawdzenie plaży i zabookowanie przy niej pokoju. Później, gdy trafiłam na inne podmiejskie plaże Alghero, nie było już tam tak rajsko jak na tej mojej Spiaggia di Maria Pia (https://share.google/lHxLBQ1zbygMfJp0W)
Gdyby ktoś chciał, to polecam serdecznie mój hotel, bo spełniał wszystkie punkty, które są dla mnie ważne.
Ekspres do kawy w pokoju, balkon z ładnym widokiem, ładny wystrój, suszarka, lodówka, żelazko, czajnik. A w zasadzie to więcej, niż oczekiwałam. Bo dostałam też słodkości do spróbowania. A do telewizora mogłam podłączyć swój Netflix.
Milena Suite Apartments
Rano mogłam sobie pić kawę na dachu, podziwiając, jak świat natury budzi się do życia. Jak całe miasto budzi się do życia.

Plaża Fertilia Beach
Kiedy pierwszy raz weszłam na plażę od strony miasteczka Fertilia, zaskoczyła mnie naturalność tej przestrzeni.
Ludzie lubią ingerować w alejki nadmorskie, a tu znalazłam dużo pustych przestrzeni, wielkie biało-zielone kamienie, piękne dzikie kwiaty o bogatym ubarwieniu, bardzo dużo suchych alg, które z pewnością przez zimę wyrzuciło morze, pokaźne muszle – te klasyczne włoskie o grubych brzegach – i wiele innych darów natury.
To było miłe.
Szczególnie że pierwszego dnia, o zachodzie słońca, plaża była prawie bezludna.
Nie mogłam w to uwierzyć, bo w moich myślach było tylko: co by było, gdyby w Polsce nad morzem było właśnie 19 stopni??? Ile ludzi siedziałoby na piasku… (Moja wycieczka odbyła się pod koniec kwietnia)
Można było przez chwilę tak się poczuć, jak gdyby plaża była tylko dla nas…
Plaża Maria Pia
Gdy następnego dnia poszłam nad wodę, przysunęłam mój koc jak najbliżej brzegu.
Woda była tak kryształowa i mieniąca się błękitem, że rzuciłam wszystko, co mogłabym robić, i po prostu obserwowałam sobie kolory roziskrzonej światłem wody.
Niebieskości przenikające się przez siebie. Ymmm. To na pewno było warte doświadczenia.
Potem okazało się, że kosztowało mnie to spaloną buźkę następnego dnia rano.
Chyba trochę przesadziłam z siedzeniem na słońcu. Chyba. Troszkę. 😅
Wyprawa do miasta
Na stare miasto udałam się spacerem, choć było to dość daleko (ponad 45 minut). Tym razem była tam ścieżka spacerowa i ciągnąca się kilometrami promenada z widokiem na morze.
Sklepy
Nie wszystko we Włoszech jest fajne. W tym miejscu więc trochę ponarzekam. Polska ma to do siebie, że wszędzie, zawsze można spotkać na swojej drodze jakieś sklepy. Głównie Żabkę. 😅
Z jakiegoś nieznanego mi powodu we Włoszech znalezienie normalnego sklepu spożywczego to – w przypadku mojej lokalizacji – 25 minut na piechotę, żeby kupić choćby wodę.
Kiedy wraca się do Polski z eurotripów po Francji czy też Włoszech właśnie, to jest to, co docenia się najbardziej: dobre drogi, genialne, nowoczesne stacje benzynowe w każdym mieście i nasze sklepy. Prawdziwe.
Tu, zanim trafiłam do sklepu, minęły dwa dni. 😅 A przecież miałam Google Maps. W mojej głowie od razu pojawiło się pytanie: jak turyści znajdowali sklepy przed erą smartfonów??
Jedzenie i zakupy
Chyba Włochom o to musi chodzić, żeby turyści nie mogli odnaleźć tak łatwo tych sklepów, bo wtedy skazani są na jedzenie w nadmorskich barach i restauracjach.
A tu taka ja, prosta dziewczyna z Polski, chcę kupić sobie owoce, jakieś chipsy, orzechy. Zimne piwo. Albo chociaż croissanta na później.
Chociaż tu należą się brawa dla włoskiej kultury, bo kawa czy croissant to – na polskie standardy – taniutko.
Gdzie w Polsce kupisz dziś cappuccino za 1,5 czy 2 euro? No, nie w Warszawie 😂
Ale jak już znajdziesz dobrze zaopatrzony sklep we Włoszech, to naprawdę należą się brawa za przekąski.
Stare Miasto
Kupiłam sobie focaccię z nieznanym mi serem i była tak dobra, że tęsknię do niej do dzisiaj.
Pamiętam, w jakim byłam szoku, gdy pierwszy raz kilka lat temu trafiłam do dobrze zaopatrzonego włoskiego sklepu w Toskanii.
Tamte oliwki, wino lokalne nalewane samemu prosto do plastikowych butelek za 3–4 euro czy pomidory… no smaki Toskanii to ach!!
Polecam wam też mój artykuł o tamtych rejonach. ⬇⬇⬇
Ale wróćmy do Sardynii!
Alghero – Legenda „miasta alg i zatopionego świata”
Kiedy już tu trafiłam, zastanawiałam się, czy nazwa miasta wzięła się od alg, które zalegają na dzikich plażach.
W nazwie jest też „hero”, czyli bohater. Co na to Chat GPT?
Przytoczył mi LEGENDĘ MIASTA ALGHERO:
Dawno temu wybrzeże Sardynii miało wyglądać zupełnie inaczej — bardziej dziko, z licznymi zatokami porośniętymi roślinnością morską. Mówi się, że wody wokół dzisiejszego Alghero były pełne gęstych alg i podwodnych łąk, które tworzyły niemal zieloną zasłonę między lądem a morzem.
Rybacy opowiadali, że kiedy słońce zachodziło, morze „oddychało” — algi unosiły się na powierzchni jak włosy śpiącego ducha. Z czasem zaczęto mówić o tym miejscu jako o „Alghe-ru” — miejscu alg, gdzie morze i ląd się przenikają.
W innej wersji tej opowieści mówi się, że pod wodą miało istnieć stare, zatopione miasto, które morze stopniowo przykryło zielenią. Algi miały być więc „zasłoną pamięci” — czymś, co ukrywa to, co było wcześniej.
Kiedy w średniowieczu przybyli tu Katalończycy, usłyszeli lokalną nazwę Alguer i zachowali ją, nadając jej nową formę, która przetrwała do dziś jako Alghero.
Stare Miasto
Kiedy idzie się na mury i obwarowania starego miasta, widać, że ta ziemia walczyła o swoje.
Nadal można podziwiać tam stare katapulty do obrony przed statkami. Są też porozkładane w różnych miejscach autentyczne armaty. Normalnie jak w pirackim średniowieczu.
Na lotnisku też można zobaczyć stare wykopaliska, bo wyspa słynie z mega starożytnych zabudowań, poodkrywanych gdzieniegdzie do zwiedzania.
Patrząc na piękno wyspowej natury, nadmorskie laguny i czystość wody, nic dziwnego, że niejeden ostrzył sobie ząbki na te ziemie.
Oj, działo się. Do tego stopnia, że duża część wyspy mówi różnymi dialektami. Więc i po włosku możesz się nie dogadać, jeśli nie znasz katalońskiego.
Na starym mieście weszłam w cudne średniowieczne uliczki, takie jak to tylko Włosi potrafią stworzyć.
Czyli światełka restauracji, piękne odseparowane przestrzenie ze stoliczkami, zielenią i sklepy, które równie dobrze mogłyby być mini galeriami sztuki.
Na końcu miasta ciągnie się kilometrami stara kamienna promenada, przy której również można usiąść, by podziwiać zachód słońca, posłuchać śpiewu lokalnych muzyków.
Z jednej ze średniowiecznych wartowniczych wieżyczek, na które swobodnie możecie sobie wejść, ciągnie się widok na ogromną przystań, ulokowaną przy murach starego miasta.
To tam, wieczorem przystanęłam na ostatnie zdjęcie i po wszystkim wsiadłam do miejskiego autobusu, który odwiózł mnie do hotelu.
(W tamtejszych autobusach przy każdym siedzeniu była ładowarka USB do telefonów, warto też dodać, że połowa pasażerów to byli Polacy, bo jak się okazało Sardynia to magnes dla polskich rodzin – spotkałam ich na swojej drodze kilkanaście razy, na mieście, w sklepach, autobusach i na plaży.)

Atrakcje regionu
Jeśli chcecie zobaczyć naturalne atrakcje regionu, to na pewno warto odwiedzić Grotta di Nettuno – czyli Grotę Neptuna. To jedna z najbardziej znanych jaskiń krasowych Sardynii, królestwo stalagmitów i stalaktytów sprzed milionów lat, położone u podnóża klifów Capo Caccia, niedaleko Alghero. Najlepiej jednak podróżować tam samochodem, bo na miejscu schodów do przejścia jest ok. 600.
W okolicach miasta Alghero znajdziecie też nuragi, czyli kamienne wieże cywilizacji z II w. p.n.e., oraz sławny Nuraghe Palmavera – dobrze zachowany kompleks archeologiczny z cudownej epoki brązu, którą bardzo polubiłam na studiach archeologicznych.
Wyobrażacie sobie, że w Sardynii przetrwały zabudowania z XV–VIII w. p.n.e., czyli możecie dotknąć i doświadczyć budowli ludzi sprzed około 3500 lat temu.
Te ziemie odwiedzali też Fenicjanie, mistrzowie żeglugi, których życie kręciło się wokół morza — to ono było ich drogą, domem i źródłem bogactwa. Wymieniali się z tubylcami na metale, szkło, tkaniny, drewno cedrowe i ich słynny purpurowy barwnik do ubrań (symbol luksusu i władzy). Jak czytałam w moich archeologicznych książkach, przybywali oni statkami do miasta, rozkładali towary, z których słynęli, i wracali z powrotem do swoich łodzi, czekając na odpowiednią zapłatę. Miejscowi, jeśli decydowali się na handel, kładli złoto i inne dary przy tym, co było rozłożone na plaży. Jeśli Fenicjanom odpowiadało, zabierali złoto i zostawiali swoje rzeczy, jeśli nie – wracali do łodzi i czekali na godną wymianę, i tak do skutku.

Stowarzyszenie Sardynii w Polsce
Na koniec chciałabym podziękować moim znajomym ze stowarzyszenia Sardynii w Polsce. To oni, jeszcze przed zaplanowaniem tej wycieczki, opowiedzieli mi o tym regionie najwięcej, przy okazji kilku degustacji najlepszych sardyńskich win na terenie Starego Miasta w Warszawie.
Jeśli chcielibyście kiedyś spróbować, to podaję namiary na stowarzyszenie:
https://www.facebook.com/ShardanaNGO
Polecam wam tych przesympatycznych Włochów i ich degustacje wina i smaków Sardynii bardzo, bardzo serdecznie.
Choć tym razem nie piłam wina na wyprawie, to ich zachwyt i poważanie smaków włoskich, sardyńskich winogron po fermentacji jest nie do podrobienia.
Ach, ci Włosi. 🥰💛
Zakończenie
I to tyle. Po więcej opowieści zapraszam na moją stronę:
www.dziennikoptymisty.pl
Ciao, An
Przydatne informacje
Moje bilety na samolot do Sardynii
Ryanair z Warszawy Modlin – Sardynia (Alghero) – 79 zł
Ryanair z Sardynii (Alghero) – Katowice – 72,40 zł
Plus BlaBlaCar – 52 zł (lotnisko Katowice – Warszawa)
Ceny w restauracjach orientacyjnie
4,80 euro – kanapka focaccia (panino con focaccia)
20 euro – smażone kalmary (calamari fritti) + 2,5 euro coperto
Cappuccino – 1,5–2,5 euro
Croissant – 2 euro
Piwo 0,5 l – 5 euro
Mała woda – 2,80 euro
Temperatura w kwietniu: 18–19°C 🌞
Po więcej filmów z tego miejsca zapraszam na mój prywatny instagram https://www.instagram.com/an_simplytravel/


















































































