Woda, zwodzone mosty, rozległa zieleń, sztuka, rowery, dużo rowerów i ta wolność, która tryska z każdego zakątka miasta.

Sprawdź czy jesteś gotowy na to żeby doświadczyć Amsterdamu?

Holenderska ekstrawagancja

Holandia znacznie różni się od innych europejskich państw, tak jakby chciała pokazać wszystkim swoją niezależność. Na ulicach ciągle widzi się czarno białe paskowane słupy, większość starszych kamienic jest zakończona dwuspadowym ostrym kątem, na którego szczycie znajduje się hak, pomocny przy przeprowadzkach. Zamiast wnosić czy zamontować windę, tam twoje meble latają w powietrzu, aż odbierzesz je na właściwym piętrze.

Dla mnie najśmieszniejszym odkryciem był fakt, że Holendrzy nie używają zasłon w swoich oknach. Z Polskiego świata firanek i zaściankowości, trafić do świata wolności i transparentności to było osobliwe odczucie. I wiecie co, spodobało mi się.

Królestwo Niderlandów, bo tak oficjalnie powinno nazywać się Holandię to monarchia, która obecnie rządzona jest przez króla Wilhelma-Alexandra, ale wcześniej, przez 123 lata rządziły tam królowe. To kraj otwartych związków małżeńskich, oraz partnerskich niezależnie od płci.

Holendrzy w przeważającej większości są dwujęzyczni, oprócz swojego rodzimego niderlandzkiego powszechnie używają angielskiego, więc jeśli jesteście turystami, nie ma problemu z dogadaniem się.

Stolica Holandii

Holandia ma dwie stolice – administracyjną i urzędową. Pierwszą z nich jest właśnie Amsterdam – miasto wolności, turystów i kontrastów, drugą Haga, która jest siedzibą holenderskiego rządu, parlamentu i rodziny królewskiej.

Pamiętam swoją pierwszą wizytę w Amsterdamie kilkanaście lat temu. Wtedy pary połączonych za rękę kobiet robiły na mnie duże wrażenie. Wszędzie dostępna marihuana, mnóstwo wytatuowanych ludzi na ulicach i tłumy turystów zwiedzających miasto pieszo. 

Parkingi w Amsterdamie są raczej drogie, dzięki czemu bardzo mało samochodów wjeżdża do centrum, co jest bardzo miłą odmianą. Jeśli podróżuje się samochodem najlepiej zatrzymać się na jakimś większym parkingu z dala od centrum i zwiedzać miasto na rowerze.

Przyjeżdżając tu drugi raz zatrzymałam się w świetnym miejscu – na znanym polu campingowym znajdującym się we wschodniej części miasta – zielonym Zeeburgu. Chillout to słowo w pełni oddające urok tego miejsca. Zielone tereny, mała plaża, mnóstwo młodych ludzi, w pełni wyposażona nowoczesna kuchnia polowa, a obok niej mały ogródek ze świeżymi przyprawami dla gości pełen oregano, bazylii, majeranku. Zawsze uśmiechnięci ludzie z obsługi, rowery do wynajęcia, specjalne miejsca wyznaczone do palenia itd, itd, itd. Więcej o Zeeburgu znajdziecie tu: https://www.campingzeeburg.com/

Amsterdam na rowerze

Kiedy zwiedza się Amsterdam na wypożyczonym rowerze ilość zabezpieczeń zaskakuje. Oprócz standardowego grubego łańcucha którym zapina się rower, są tam też dodatkowe zabezpieczenia blokady kierownicy. Wszystko dlatego, że rowerem podróżują niemal wszyscy i złodzieje upodobali sobie ten rodzaj zarobku – rowerowy…:)

Nie zważając na to co może pozostać z mojego wypożyczonego modelu miejskiego, wyruszyłam przed siebie w samo pulsujące centrum miasta. Po drodze zatrzymałam się kilka razy w parku, grzechem było by nie skorzystać.

Wyobraźcie to sobie…

Wszędzie w koło woda, jedziecie po wybrukowanych mostkach i mosteczkach, bo Amsterdam to miasto postawione na wodzie. Słońce błyszczy w taflach wody, a w koło roztacza się zieleń.

Po jednej stronie stare kamienice, każda zakończona dwuspadowym ostrym dachem, po drugiej stronie zielony park z którego wylewa się natura, drzewa, krzewy, trawa i zwierzaki – kaczki, łabędzie i inne ptaki.

Ludzie na ścieżkach rowerowych przemierzają skrzyżowania, czasem trzeba chwilę dłużej postać na światłach bo akurat przez ulicę chce przepłynąć większy statek.

Co się więc dzieje? Ulica podnosi się do góry i przepuszcza chętnych do żeglugi. Na twoich oczach, wyrasta przed tobą wielka ulica postawiona pionowo i otwiera bramę dla przepływającego właśnie statku, ten sunie niespiesznie przez przesmyk i wszystko z powrotem wraca do normy. Ulica kładzie się grzecznie przed czekających rowerzystów i ci przejeżdżają dalej, żeby zobaczyć więcej i doświadczać, doświadczać, doświadczać!

Atrakcje turystyczne

Amsterdam ma do zaoferowania tyle atrakcji, że każdy turysta znajdzie tu coś dla siebie. Dom Rembranta, obrazy Vincenta Van Gogha, galerie sztuki, a z drugiej strony muzeum marihuany, dzielnica czerwonych latarnii i najróżniejsze coffeeshopy.

Nigdzie indziej w Europie nie znalazłam takiej różnorodności na tak małej przestrzeni.

Zaczęłam więc powoli, jedna atrakcja po drugiej i tylko te które naprawdę były dla mnie. Tak trafiłam do jednego z najstarszych ogrodów botanicznych na świecie.

Hortus Botanicus Amsterdam to było wytchnienie i oaza spokoju.

Amsterdam jest wielobarwny, czasem aż za bardzo, dlatego warto odpocząć od zgiełku i silnych emocji w pięknym i obszernym muzeum roślin. Dla mnie to był strzał w dziesiątkę. Przechodzi się tam od jednego budynku do drugiego i w każdym możemy podziwiać inne okazy roślinności.

Wychodząc z budynków można posiedzieć przy ekspozycjach zewnętrznych, skwarach i różanych zaułkach. Wchodząc do ostatniego gmachu roślin egzotycznych wchodzi się jak do amazońskiej dżungli. Fala ciepłego powietrza bucha w twarz i zapach zieleni zniewala. W powietrzu czuje się gęstość dzikiej ujarzmionej natury.

Spacerując po stromych metalowych schodkach docieramy do najwyższych miejsc w budynku, gdzie rosną banany i inne niesamowite owoce świata. Człowiek czuje się tam jak na egzotycznej eskapadzie. Wspaniałe doznania dla tych którzy lubią naturę. Na koniec można wypić spokojną kawę przy drzewkach pomarańczowych w pięknym białym zacisznym skwerze muzeum botanicznego.

Takich miejsc do wypicia kawy w naturze jest w Amsterdamie znacznie więcej. Można je odkrywać każdego dnia.

Holendrzy mają jakiś zmysł do małych ukrytych kawiarnii, pięknych zakamarków w których kawa staje się największym dostatkiem.

Takim miejscem jest też miejskie ZOO, przed którym rozpościera się wielka przestronna szklana restauracja, otwarta na wielkie rozłożyste drzewa przy wybrukowanym placu. W ciągu dnia panuje tam miły miejski gwar, w nocy niesamowity spokój i czar małych światełek zwisających z drzew. Miejsce jest ogólnodostępne, a gdy wejdzie się w nie do samego końca zobaczycie odkryte dla wszystkich stado różowych flamingów. Kiedy przyjechałam trzeci raz do Amsterdamu spędziłam z flamingami kilka godzin. W nocy są podświetlone i można je podziwiać bez końca. Flamingowa noc w Amsterdamie – obrazy nie do zapomnienia… : )

Amsterdam miasto Marihuany

W Amsterdamie konopia indyjska jest legalna i ogólnodostępna. Można ją zakupić i wypalić w coffeeshopach, tak jak u nas można kupić kawę, wypić ją na miejscu, lub poprosić o zapakowanie na wynos.

Mój pierwszy raz w coffeeshopie to był szok kulturowy. Rok po osiągnięciu pełnoletności znalazłam się w jednym z takich lokali.

Jako młoda osoba która dopiero co zaczęła podróżować, nie wiedziałam jak mogą wyglądać takie miejsca i na jakich zasadach można kupić legalne środki odurzające.

Weszłam z kolegą do jednego z takich lokali i zobaczyłam, a może raczej poczułam wielką chmurę dymu unoszącą się w powietrzu. To był coffeeshop połączony z nocnym barem.

Przy ścianach przymocowane były małe dwuosobowe stoliczki przy których głównie siedzieli samotni czarnoskórzy mężczyźni spoglądając na osoby które wchodziły z ulicy. Na końcu wąskiej sali był bar, za którym siedział starszy brodaty mężczyzna. Powoli podeszłam do baru nie umiejąc jeszcze wtedy angielskiego i wydukałam przerażona – Poproszę marihuanę. Haha, dzisiaj mnie to bardzo śmieszy, ale wtedy kiedy to mówiłam język jakby przywarł mi do podniebienia.

Znalazłam się w bardzo dziwnym, nieznanym mi świecie, który jawił się jako zły, ciemny i brudny. Niewzruszony barman popatrzył na mnie znudzony i zapytał po angielsku – który chcę rodzaj – i leniwie wskazał ręką na wysoką szybę, którą dostrzegłam dopiero teraz, po prawej stronie baru. Ta szyba miała ponaklejane różne karteczki z najdziwniejszymi podpisami i rodzajami marihuany. Oczy prawie wyszły mi z orbit. Było tam ze dwadzieścia rodzajów konopii i każdy miał inną nazwę i cenę. Po przełknięciu śliny w końcu wydukałam pierwszą lepszą, która wg. mnie laika mogła przynieść miłe doświadczenia – Havana, please.

Kiedy wróciłam do Holandii i Amsterdamu po raz drugi byłam już bardziej wyluzowana i przygotowana na to co może mnie czekać po drugiej stronie lustra. Zanim wybrałam swój coffeeshop zobaczyłam jakie są najfajniejsze na tripadwizor – miejscu gdzie ludzie z całego świata dzielą się swoimi opiniami. Tak trafiłam do Abraxas Coffeeshop, który sam w sobie już był fajną przygodą, nie wspominając o już o właściwościach marihuany. Tajemnicze miejsce, choć ulokowane w samym centrum, jest skrzętnie schowane między wąskimi alejkami, tak że bez mapy, raczej nie udało by mi się go odszukać. Na zewnątrz wita cię czarny kruk na latającej miotle, a w środku wchodzisz do małego klimatycznego baru, pełnego zakręconych schodków, zakamarków i małych drewnianych stoliczków tu i tam. Na dole, przy drewnianym barze, można było kupić sobie skręcone już wcześniej jointy, albo poczekać na kelnerkę, która przynosiła kartę z napojami, przekąskami i jointami do wyboru.

Knajpka była pełna ludzi więc na piętrze dosiedliśmy się do samotnej dziewczyny jak się później okazało z Izraela. W przeciwieństwie do realiów polskich lokali, w tym barze panował przyjemny spokój i chillout. Ludzie siedzieli w swoich małych grupkach i palili rozmawiając ze sobą tylko od czasu do czasu. Bez nadmiaru emocji, bez emanowania swoją niezależnością. To była bardzo miła odmiana.

Inne coffeeshopy do których trafiłam później, już bez planowania, przypominały bardziej bary szybkiej obsługi, w Polsce można by to było porównać do lokali gdzie sprzedają jedzenie na wynos. Niezbyt zadbany bar, mało miejsc do siedzenia, znudzona klientami obsługa. Tym bardziej jeśli nie macie ochoty doświadczyć wielu takich miejsc, lepiej wybrać się do jakiegoś super specjalnego. Takiego które zrobi na was miłe wrażenie.

Galerie sztuki i parki

Sztuka to coś co w Amsterdamie zobaczycie na każdym kroku. Jeśli nie w art galerii to przykładowo na wystawach sklepów. To co dzieje się na ulicach handlowych Amsterdamu zadziwia. Niemalże każda wystawa chcę cię wciągnąć do środka, zainteresować, zaskoczyć.

Najbardziej znane miejsca sztuki to oczywiście Rijksmuseum obok którego zrobicie sobie zdjęcie z kultowym już napisem I amsterdam. Niemalże naprzeciwko znajdziecie chyba najliczniej odwiedzane Muzeum Vincenta van Gogha, gdzie między innymi można podziwiać jego osławione „Słoneczniki”.

Idąc na spacer na zachód miasta znajdziecie wspaniałe miejsce na odpoczynek po muzeach, czyli największy park Amsterdamu – Vondelpark. Ścieżki rowerowe, tysiące ławeczek, drzew przy których można usiąść i małe jeziorka na całej szerokości parku sprawiają, że to miejsce niezapomniane, wprost urocze. Można tam przeleżeć na trawie wiele godzin i wręcz zapomnieć o całym świecie.

Dzielnica czerwonych latarnii

Nic tak chyba nie przyciąga młodych mężczyzn jak czerwona dzielnica Amsterdamu. Podczas mojego spaceru w tamtych rejonach zaskoczyła mnie otwartość z jaką mężczyźni oddawali się w ręce wyszkolonych prostytutek.

Kiedy robi się tam ciemno, lokale odsłaniają kurtyny. Turystów od wijących się półnagich dziewczyn oddziela tylko cienka tafla szkła. Widok zauroczonych mężczyzn przypominał mi kuszenie syren. Mężczyźni nie potrafili tam trzeźwo myśleć, a w ich oczach można było dostrzec obłęd. Syreny pochłaniały swoje liczne ofiary wpuszczając je do środka, gdzie po skończonym zbiegu, tańcu lub masarzu na zapleczu czekał rosły ochroniarz skutecznie egzekwując od turystów należną opłatę. Jak można się spodziewać, bez jakichkolwiek negocjacji.

Jeśli więc macie słabą silną wolę, a koniecznie chcecie tam być to może zabierzcie ze sobą kogoś bardziej rozsądnego i unikajcie w trakcie jakichkolwiek używek, bo w innym przypadku to może być dla Was bardzo kosztowna wycieczka.

Wolność jest wspaniała jeśli jesteśmy na nią gotowi.

Wiele ludzi potrafi się zagubić w Amsterdamie i we wszystkim co miasto oferuje przyjezdnym. Dla niektórych może być tam zbyt dużo marihuany, erotyki, narkotyków sprzedawanych na ulicach. Inni dostrzegą w stolicy Holandii miasto nieograniczonych możliwości, zobaczą taksówkarzy w elektrycznych Teslach, uporządkowanych, szczęśliwych ludzi żyjących na poziomie, kochających zieleń. Wszystko zależy od punktu widzenia.

Amsterdam potrafi zachwycić pięknem jak żadne inne miasto w Europie. Małe okwiecone mosty, rozległe zielone parki i odbijające się kamienice w licznych wodnych kanałach sprawiają, że czujesz się tym wszystkim oczarowany.

Jeśli wejdziesz za daleko, możesz być przytłoczony drugą stroną medalu.

To jak odbierzesz to miasto wolności zależy tylko i wyłącznie od Ciebie, a wszystko co cię tam spotka będzie tylko słodkim doświadczeniem które koniec końców pomoże ci się przyjrzeć samemu sobie. I odpowiedzieć na najważniejsze pytanie: Kim jesteś?

I AM Amsterdam.

Ania Budzowska